Pomidory po posadzeniu powinny ruszyć z miejsca dość szybko. Najpierw odbudowują system korzeniowy, później zaczynają wypuszczać nowe liście, wzmacniają łodygę i stopniowo przygotowują się do kwitnienia. Problem zaczyna się wtedy, gdy mijają kolejne dni, pogoda jest dobra, ziemia nie wygląda na suchą, a krzaki stoją jak zaczarowane. Nie żółkną gwałtownie, nie więdną dramatycznie, ale też nie rosną. Wyglądają tak, jakby ktoś zatrzymał je w pół drogi między rozsadą a silną rośliną.
Wielu ogrodników w takim momencie robi dokładnie to, co podpowiada internet: zaczyna lać pod pomidory kolejne „wzmacniacze”. Raz gnojówkę z pokrzywy, raz drożdże, raz nawóz z banana, raz wodę po warzywach, raz biohumus, raz popiół, raz mleko, raz jakiś domowy preparat z filmu, który miał sprawić, że krzaki „wystrzelą w tydzień”. I właśnie tu często zaczyna się prawdziwy problem. Pomidor nie zawsze stoi w miejscu dlatego, że ma za mało jedzenia. Bardzo często stoi dlatego, że dostał wszystkiego naraz.
To jest jeden z najczęstszych błędów po posadzeniu pomidorów do gruntu lub szklarni. Ogrodnik widzi słaby wzrost i uznaje, że roślina jest głodna. Tymczasem świeżo posadzony pomidor bywa przede wszystkim zestresowany. Ma naruszony system korzeniowy, zmienione warunki, inną wilgotność, inną temperaturę gleby i często mocniejsze słońce niż wcześniej. Jeżeli w tym momencie zalejemy go zbyt mocnym nawozem, nie przyspieszymy startu. Możemy go jeszcze bardziej przyblokować.
Przeczytaj: 10 ogrodniczych bzdur z social mediów. Kurkuma zamiast obornika? Nie daj się nabrać
Pomidor po posadzeniu nie potrzebuje natychmiastowego „dopingu”
Spis treści
Największe nieporozumienie polega na tym, że wiele osób traktuje pomidora jak roślinę, którą trzeba od razu „nakarmić pod korek”. Tymczasem po wysadzeniu najważniejsze są: ciepła gleba, umiarkowana wilgotność, dostęp powietrza w podłożu i czas na odbudowanie korzeni. Roślina musi najpierw wejść w nowe miejsce. Dopiero potem zaczyna efektywnie pobierać składniki.
Jeżeli sadzonka była posadzona do ziemi dobrze przygotowanej, z dodatkiem kompostu albo żyznego podłoża, zwykle nie potrzebuje od razu mocnego zasilania. To, że przez kilka dni nie przyrasta spektakularnie, jest normalne. Pomidor może wyglądać spokojnie, bo większość pracy wykonuje pod ziemią. Buduje nowe korzenie przy łodydze, stabilizuje się i dopiero później pokazuje wzrost nad powierzchnią.
Problem pojawia się wtedy, gdy ogrodnik nie daje mu tej chwili. Zamiast obserwować roślinę, zaczyna działać nerwowo. Jednego dnia podlewa gnojówką z pokrzywy, za trzy dni dorzuca biohumus, później jeszcze drożdże, a na koniec posypuje popiołem, bo „potas się przyda”. W efekcie gleba robi się przeciążona, zasolenie wzrasta, proporcje składników się rozjeżdżają, a młode korzenie zamiast pracować, dostają chemiczny chaos.
Przeczytaj również: Najgroźniejsze zdanie w ogrodnictwie? „U mnie działa”. Tak rodzą się bzdury z internetu
Największy winowajca: zbyt mocna gnojówka z pokrzywy
Gnojówka z pokrzywy sama w sobie nie jest zła. To wartościowy, tradycyjny nawóz azotowy, który może dobrze wspierać rośliny w fazie intensywnego wzrostu. Problem nie leży w pokrzywie, tylko w sposobie użycia. Najczęstszy błąd to podlewanie młodych pomidorów zbyt wcześnie, zbyt często albo zbyt mocnym roztworem.
Pokrzywa działa głównie jako zastrzyk azotu. Azot pobudza zielony wzrost, czyli liście i pędy. Jeżeli jednak damy go za dużo, pomidor może zacząć budować masę liściową kosztem kwitnienia, a w skrajnych przypadkach zostanie przyblokowany przez nadmiar składników w glebie. Młody system korzeniowy nie lubi nagłych, intensywnych dawek. Zamiast efektu „ruszył jak szalony” można zobaczyć roślinę ciemnozieloną, sztywną, wolną, z grubszymi liśćmi, ale bez realnego tempa wzrostu.
Jeszcze gorzej, gdy gnojówka nie jest odpowiednio rozcieńczona. Pomidory nie powinny dostawać skoncentrowanej fermentowanej cieczy pod korzeń. Bezpieczniej stosować roztwór rozcieńczony, po wcześniejszym podlaniu zwykłą wodą, nie na suche podłoże i nie w upale. Jeżeli ktoś leje mocną gnojówkę na świeżo posadzone krzaki, bo chce je „postawić na nogi”, może osiągnąć odwrotny efekt.
Drugi błąd: podlewanie nawozem, gdy gleba jest zimna
Pomidory są ciepłolubne. Nawet najlepszy nawóz nie zadziała dobrze, jeśli ziemia jest zimna, mokra i zbita. W takich warunkach korzenie pracują wolno. Roślina nie pobiera składników tak sprawnie, jak w ciepłej, przewiewnej glebie. Ogrodnik widzi brak wzrostu i myśli: „brakuje nawozu”. W rzeczywistości problemem może być temperatura podłoża.
To częste szczególnie po majowych ochłodzeniach, po deszczach albo w tunelach i szklarniach, gdzie w dzień robi się gorąco, ale ziemia wciąż pozostaje chłodna. Pomidor wygląda wtedy jak zatrzymany. Nie zawsze choruje. Po prostu nie ma warunków, żeby szybko ruszyć. Dolewanie kolejnych nawozów w takim momencie nie rozwiązuje problemu. Składniki trafiają do gleby, ale korzenie nie są w stanie z nich dobrze skorzystać.
Dlatego przy słabym starcie pomidorów pierwsze pytanie nie brzmi: „czym je zasilić?”. Pierwsze pytanie brzmi: „czy gleba jest ciepła, przepuszczalna i umiarkowanie wilgotna?”. Jeżeli ziemia jest zimna i ciężka, trzeba ograniczyć nerwowe nawożenie, poprawić warunki, wietrzyć szklarnię w dzień, unikać zalewania i poczekać, aż roślina zacznie normalnie pracować.
Trzeci błąd: mieszanie zbyt wielu naturalnych nawozów naraz
Naturalne nie znaczy automatycznie bezpieczne. To zdanie wielu ogrodników powinno sobie zapisać na początku sezonu. Kompost, obornik, gnojówka z pokrzywy, żywokost, popiół drzewny, fusy z kawy, skórki banana, drożdże, biohumus, mączka bazaltowa, wapno, dolomit, mleko, soda — każdy z tych dodatków może mieć jakieś zastosowanie, ale nie wszystko pasuje do siebie, nie wszystko jest potrzebne i nie wszystko powinno trafiać pod pomidory w tym samym czasie.
Największy chaos robi się wtedy, gdy ogrodnik bierze po trochu z każdej porady. Trochę azotu z pokrzywy, trochę potasu z banana, trochę wapnia z dolomitu, trochę popiołu, trochę drożdży „na korzeń”, trochę biohumusu „bo naturalny”. Po kilku tygodniach nie wiadomo już, co faktycznie jest w glebie. A pomidor nie potrzebuje przypadkowej mieszanki. Potrzebuje równowagi.
Przenawożenie naturalnymi preparatami jest trudniejsze do zauważenia niż przesuszenie. Gdy roślina więdnie, reakcja jest szybka. Gdy gleba zostaje przeciążona, objawy mogą być mylące: zatrzymanie wzrostu, skręcanie liści, zbyt ciemna zieleń, słabe kwitnienie, opadanie kwiatów, brak wiązania owoców, brunatnienie końcówek liści albo pozorny „głód”, mimo że składników jest za dużo. Ogrodnik dolewa kolejną porcję nawozu i spirala się nakręca.
Fusy z kawy, popiół i skórki banana — nie są cudownym ratunkiem na wszystko
W internecie bardzo często powtarza się proste hasła: fusy z kawy pod pomidory, skórki banana na potas, popiół na plonowanie. Tyle że ogród nie działa jak krótki filmik. Każdy dodatek zmienia podłoże, ale nie zawsze w sposób, którego akurat potrzebuje roślina.
Fusy z kawy mogą poprawiać strukturę ziemi, jeśli są używane rozsądnie i najlepiej po przekompostowaniu. Ale sypane regularnie grubą warstwą pod pomidory mogą zbijać się, pleśnieć, utrudniać przesychanie powierzchni i nie są magicznym nawozem do szybkiego wzrostu.
Popiół drzewny zawiera dużo potasu i wapnia, ale ma odczyn zasadowy. Jeżeli ktoś sypie go pod pomidory bez umiaru, może podnosić pH i zaburzać pobieranie niektórych składników. Popiół nie jest dodatkiem „na oko” do każdej grządki. Szczególnie ryzykowne jest łączenie go z innymi nawozami i stosowanie tam, gdzie gleba już jest zasadowa.
Skórki banana często przedstawia się jako prosty nawóz potasowy. W praktyce ich działanie zależy od rozkładu materii organicznej, wilgotności i aktywności mikroorganizmów. Zakopywanie świeżych skórek przy młodych pomidorach nie daje natychmiastowego efektu „na owoc”, za to może przyciągać muszki, ślimaki lub inne organizmy, jeśli robi się to nieumiejętnie.
Największy problem polega na tym, że te dodatki bywają stosowane jako reakcja paniczna. Pomidor nie rośnie, więc dostaje kawę. Dalej nie rośnie, więc dostaje banana. Dalej nie rośnie, więc dostaje popiół. A przyczyna mogła być zupełnie inna: zimna ziemia, uszkodzony korzeń, za mokre podłoże, zbyt wczesne posadzenie albo stres po hartowaniu.
Po czym poznać, że pomidory nie są głodne, tylko przeciążone?
Głodna roślina zwykle wygląda inaczej niż roślina przenawożona. Przy niedoborach często widać stopniowe jaśnienie liści, słaby kolor, cienkie pędy, ogólną bladość i zahamowanie wzrostu. Przy przeciążeniu nawozami pomidor może być ciemnozielony, sztywny, czasem wręcz „napompowany”, ale nie idzie do przodu tak, jak powinien.
Częstym sygnałem są liście zawijające się do środka lub do góry. Nie zawsze oznacza to chorobę. Pomidor potrafi tak reagować na stres: zbyt mocne nawożenie, nadmiar azotu, skoki temperatury, suszę połączoną z późniejszym zalaniem albo uszkodzenie korzeni. Jeżeli liście są ciemne, grube, a wzrost jest powolny, warto zatrzymać się z nawozami, a nie dolewać kolejną porcję.
Inny objaw to piękny krzak bez owoców. Pomidor wygląda zdrowo, ma dużo zieleni, ale kwitnienie jest słabe albo kwiaty opadają. Wtedy wielu ogrodników znowu szuka nawozu, tym razem „na kwitnienie”. Czasem jednak problemem jest wcześniejsze przenawożenie azotem. Roślina dostała sygnał: buduj liście. I buduje liście, zamiast przechodzić spokojnie w fazę plonowania.
Tabela: pomidory stoją w miejscu — możliwe przyczyny i reakcja
| Objaw na pomidorach | Możliwa przyczyna | Czego nie robić | Co zrobić zamiast tego |
|---|---|---|---|
| Krzaki nie rosną po posadzeniu przez kilka dni | Naturalny stres po przesadzeniu | Nie lać od razu mocnej gnojówki | Utrzymać umiarkowaną wilgotność i dać roślinie czas |
| Liście są ciemnozielone, sztywne, a wzrost słaby | Nadmiar azotu lub zbyt mocne nawożenie | Nie dokładać kolejnych nawozów azotowych | Podlewać samą wodą i obserwować nowe przyrosty |
| Liście zawijają się, ale nie ma plam chorobowych | Stres wodny, temperaturowy albo nawozowy | Nie zakładać od razu choroby grzybowej | Sprawdzić wilgotność gleby, temperaturę i ostatnie nawożenie |
| Pomidory mają dużo liści, ale słabo kwitną | Zbyt dużo azotu względem potasu i fosforu | Nie podlewać dalej pokrzywą co kilka dni | Ograniczyć azot i przejść na spokojniejsze prowadzenie roślin |
| Krzaki więdną mimo mokrej ziemi | Problem z korzeniem, przelanie lub zimne podłoże | Nie dolewać nawozu do mokrej gleby | Ograniczyć podlewanie, napowietrzyć podłoże i sprawdzić odpływ wody |
| Roślina jest blada, cienka i powoli rośnie | Możliwy niedobór składników lub słabe podłoże | Nie stosować kilku preparatów naraz | Użyć łagodnego nawożenia po wcześniejszym podlaniu wodą |
Co zrobić, gdy pomidory już dostały za dużo?
Najważniejsze jest przerwanie spirali. Jeżeli podejrzewasz, że pomidory stoją w miejscu po zbyt intensywnym nawożeniu, nie dodawaj kolejnego preparatu „na ratunek”. Przez pewien czas podlewaj wyłącznie czystą wodą, najlepiej rano, umiarkowanie i dopiero wtedy, gdy gleba faktycznie tego potrzebuje. Celem nie jest wypłukanie wszystkiego na siłę, tylko uspokojenie warunków wokół korzeni.
W gruncie sytuacja zwykle stabilizuje się łatwiej, bo nadmiar składników rozprasza się w większej objętości gleby. W donicach i pojemnikach problem bywa większy, ponieważ składniki kumulują się szybciej. Tam szczególnie łatwo o zasolenie podłoża i przyblokowanie korzeni. Jeżeli pomidor rośnie w donicy, a był często zasilany, warto sprawdzić, czy woda swobodnie odpływa, czy podłoże nie jest stale mokre i czy donica nie stoi w pełnym słońcu tak, że korzenie się przegrzewają.
Nie obrywaj też nerwowo wszystkich liści. To kolejny częsty błąd. Pomidor potrzebuje liści do fotosyntezy. Usuwanie pojedynczych chorych, dotykających ziemi lub mocno uszkodzonych liści ma sens, ale ogołacanie zestresowanego krzaka tylko pogłębia problem. Jeśli roślina stoi w miejscu, najpierw napraw warunki, a dopiero potem myśl o cięciu.
Kiedy naprawdę warto zasilić pomidory?
Pomidory warto nawozić wtedy, gdy widać, że roślina ruszyła po posadzeniu i zaczyna aktywnie rosnąć. Dobrym sygnałem są nowe, zdrowe przyrosty, wyraźnie mocniejszy wierzchołek i stabilny kolor liści. Wtedy można wprowadzić łagodne zasilanie, ale nadal bez przesady.
Na początku lepiej działa spokojny rytm niż mocny strzał. Jeśli używasz gnojówki z pokrzywy, traktuj ją jako nawóz wspierający wzrost, a nie jako cudowny lek na każdy problem. Stosuj ją rozcieńczoną, nie za często i nie w momencie, gdy roślina jest świeżo posadzona, przelana, przesuszona albo stoi w zimnej glebie.
Gdy pomidory zaczynają kwitnąć i wiązać owoce, zmieniają się potrzeby rośliny. Wtedy nadmiar azotu może bardziej przeszkadzać niż pomagać. Krzak potrzebuje zrównoważonego dostępu do składników, w tym potasu, wapnia i mikroelementów, ale nadal nie oznacza to, że trzeba mieszać wszystko, co akurat jest pod ręką. Najlepsze efekty daje konsekwencja, nie chaos.
Najprostsza zasada: najpierw diagnoza, potem nawóz
Jeżeli pomidory stoją w miejscu, nie zaczynaj od pytania: „czym podlać?”. Zacznij od pięciu prostych kontroli.
Sprawdź, czy ziemia nie jest zimna. Sprawdź, czy nie jest stale mokra. Sprawdź, czy roślina nie była niedawno przesadzana. Sprawdź, czy ostatnio nie dostała już nawozu. Sprawdź, czy objawy są na starych liściach, czy na nowych przyrostach. Dopiero wtedy podejmuj decyzję.
To podejście jest mniej efektowne niż internetowe „wlej to, a pomidory wybuchną plonem”, ale w praktyce ratuje więcej krzaków. Pomidor nie potrzebuje ciągłego ratowania. Potrzebuje warunków, w których sam będzie mógł rosnąć. Czasem najlepszym zabiegiem jest nie dolanie kolejnej mikstury, tylko zatrzymanie ręki z konewką.
Dlaczego „więcej” nie znaczy „lepiej”?
W ogrodnictwie bardzo łatwo wpaść w pułapkę nadopiekuńczości. Skoro pomidor jest cenny, podlewamy go częściej. Skoro ma dawać plon, nawozimy go mocniej. Skoro film w internecie obiecuje szybki efekt, testujemy go od razu. Tyle że roślina nie działa jak maszyna, do której można dosypywać paliwo bez ograniczeń.
Korzenie pobierają składniki w określonych warunkach. Jeżeli gleba ma zły odczyn, jest zbyt mokra, zbyt zimna albo przeciążona, dostępność składników może spaść mimo tego, że fizycznie jest ich w podłożu dużo. Dlatego roślina może wyglądać na głodną, choć problemem nie jest brak nawozu, tylko blokada pobierania. Dolewanie kolejnych preparatów tylko zwiększa chaos.
Właśnie dlatego część pomidorów po naturalnych nawozach nie rośnie lepiej, ale gorzej. Nie dlatego, że naturalne metody są złe. Dlatego, że są stosowane bez diagnozy, bez odstępów, bez rozcieńczenia i bez zrozumienia fazy rozwoju rośliny.
Co lać pod pomidory, żeby im nie zaszkodzić?
Na start najlepsza jest zwykła woda. Brzmi banalnie, ale po posadzeniu to właśnie ona jest najbezpieczniejsza. Woda pomaga glebie osiąść wokół korzeni, umożliwia roślinie pobieranie składników, ale nie dokłada kolejnego obciążenia. Dopiero gdy krzak zacznie rosnąć, można myśleć o łagodnym nawożeniu.
Jeśli gleba była dobrze przygotowana kompostem, pierwsze tygodnie często nie wymagają agresywnego dokarmiania. W szklarni warto bardziej pilnować wilgotności i wietrzenia niż ciągłego zasilania. W gruncie warto obserwować pogodę, bo po zimnych nocach pomidor może zwolnić bez względu na to, jak żyzna jest ziemia.
Najrozsądniejszy schemat to: najpierw dobre stanowisko, potem stabilne podlewanie, później umiarkowane nawożenie. Nie odwrotnie. Pomidor, który ma zdrowe korzenie, ciepłą ziemię i regularną wilgotność, zwykle sam pokazuje, kiedy potrzebuje wsparcia.
Największy błąd początku sezonu
Największym błędem nie jest brak nawozu. Największym błędem jest przekonanie, że każdy problem da się rozwiązać konewką z kolejną miksturą. Pomidory po posadzeniu często potrzebują spokoju. Jeśli dostały dobrą ziemię, odpowiednią głębokość sadzenia, ciepłe stanowisko i wodę, nie trzeba ich codziennie poganiać.
Ogrodnicy leją pod pomidory zbyt wiele rzeczy, a potem dziwią się, że krzaki stoją w miejscu. Tymczasem pomidor bardzo często nie prosi o kolejny nawóz. Prosi o równowagę. I właśnie ta równowaga decyduje, czy krzak za kilka tygodni będzie tylko wielką zieloną masą, czy naprawdę zacznie wiązać zdrowe owoce.
FAQ: pomidory stoją w miejscu po posadzeniu
Dlaczego pomidory stoją w miejscu po posadzeniu?
Pomidory mogą stać w miejscu po posadzeniu z powodu stresu po przesadzeniu, zimnej gleby, przelania, uszkodzenia korzeni albo zbyt intensywnego nawożenia. Przez kilka pierwszych dni roślina często odbudowuje system korzeniowy i nie zawsze od razu widać wzrost nad ziemią. Jeśli jednak krzaki nie ruszają przez dłuższy czas, trzeba sprawdzić wilgotność gleby, temperaturę podłoża i to, czy nie dostały zbyt wielu nawozów naraz.
Czy można podlewać młode pomidory gnojówką z pokrzywy?
Można, ale nie od razu po posadzeniu i nie zbyt mocnym roztworem. Gnojówka z pokrzywy jest nawozem azotowym, więc pobudza wzrost zielonych części rośliny. Młode, zestresowane pomidory mogą jednak źle zareagować na zbyt intensywną dawkę. Bezpieczniej poczekać, aż krzaki się przyjmą i wypuszczą nowe przyrosty.
Co zrobić, gdy pomidory dostały za dużo nawozu?
Najpierw należy przerwać nawożenie. Przez pewien czas podlewaj pomidory wyłącznie czystą wodą, umiarkowanie i tylko wtedy, gdy gleba tego wymaga. Nie dodawaj kolejnych preparatów „na ratunek”, bo możesz pogłębić problem. Warto też sprawdzić, czy podłoże nie jest stale mokre i czy korzenie mają dostęp powietrza.
Czy naturalne nawozy mogą zaszkodzić pomidorom?
Tak. Naturalne nawozy również mogą zaszkodzić, jeśli są stosowane zbyt często, w zbyt dużych dawkach albo bez diagnozy. Gnojówka z pokrzywy, popiół, fusy z kawy, skórki banana czy drożdże nie powinny być używane wszystkie naraz. Naturalne pochodzenie nie oznacza, że preparat jest obojętny dla gleby i korzeni.
Dlaczego pomidory mają dużo liści, ale nie kwitną?
Częstą przyczyną jest nadmiar azotu. Roślina dostaje wtedy sygnał do budowy masy zielonej, czyli liści i pędów, zamiast przechodzić w kwitnienie i owocowanie. Taki problem często pojawia się po zbyt częstym podlewaniu gnojówką z pokrzywy lub innymi nawozami azotowymi.
Czy fusy z kawy są dobre pod pomidory?
Fusy z kawy mogą być dodatkiem do kompostu lub niewielkim dodatkiem organicznym, ale nie są cudownym nawozem do ratowania pomidorów. Sypane w nadmiarze mogą zbijać się na powierzchni, pleśnieć i pogarszać warunki przy korzeniach. Lepiej stosować je rozsądnie, najlepiej po przekompostowaniu, a nie jako szybką reakcję na każdy problem.
Czy popiół drzewny można sypać pod pomidory?
Popiół drzewny zawiera potas i wapń, ale ma zasadowy odczyn, dlatego nie powinien być stosowany bez umiaru. Nadmiar popiołu może zmienić pH gleby i utrudnić pobieranie niektórych składników. Szczególnie ostrożnie trzeba go używać tam, gdzie gleba jest już zasadowa lub gdy wcześniej stosowano inne nawozy.
Kiedy pierwszy raz nawozić pomidory po posadzeniu?
Najlepiej poczekać, aż pomidory się przyjmą i zaczną wypuszczać nowe, zdrowe przyrosty. Nie warto nawozić ich mocno od razu po posadzeniu, zwłaszcza jeśli ziemia była wcześniej wzbogacona kompostem lub inną materią organiczną. Pierwsze nawożenie powinno być łagodne i dopasowane do kondycji roślin.
Czy zawijanie liści pomidora oznacza chorobę?
Nie zawsze. Zawijanie liści może być reakcją na stres, zbyt wysoką temperaturę, nierówne podlewanie, zbyt mocne nawożenie albo uszkodzenie korzeni. Jeśli nie ma plam, nalotu ani gnicia, nie należy od razu zakładać choroby grzybowej. Najpierw trzeba przeanalizować warunki uprawy i ostatnie zabiegi.
Czym najlepiej podlewać pomidory po posadzeniu?
Po posadzeniu najbezpieczniejsza jest zwykła woda. Pomaga ustabilizować glebę wokół korzeni i nie obciąża młodej rośliny dodatkowymi składnikami. Nawozy warto wprowadzać dopiero wtedy, gdy pomidor się przyjmie, gleba jest ciepła, a roślina pokazuje aktywny wzrost.
Czy pomidory mogą nie rosnąć przez zimną ziemię?
Tak. Zimna gleba bardzo często blokuje start pomidorów, nawet jeśli powietrze w dzień jest ciepłe. Korzenie w chłodnym podłożu pracują wolniej i gorzej pobierają składniki. W takiej sytuacji nawożenie nie rozwiąże problemu, bo roślina i tak nie jest w stanie efektywnie wykorzystać pokarmu.
Jak odróżnić niedobór od przenawożenia pomidorów?
Przy niedoborach pomidory często są blade, cienkie i słabe. Przy przenawożeniu mogą być ciemnozielone, sztywne, mieć zawinięte liście i słabo rosnąć mimo pozornie dobrej kondycji. Ważne jest też sprawdzenie historii nawożenia. Jeśli roślina dostała już kilka preparatów w krótkim czasie, bardziej prawdopodobne jest przeciążenie niż głód.
Dołącz do nas na Facebook-u.


